Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

 Polscy piłkarze zagrają w finale mistrzostw świata 2018! Kropkę nad „i” postawili zwycięstwem nad Czarnogórą 4:2 (2:0). Na oczach znów pełnych i gorących trybun, na oczach błyszczącej obsady loży honorowej. Na Narodowym. Po meczu pełnym impetu, ze znakami zapytania w końcówce (z 2:0 na 2:2), przeciw rywalowi, który nie godził się na przegraną.

Adam Nawałka, drużyna – z kapitanem Robertem na czele (znów świetny mecz, koleżeństwo zgrane z dyrygowaniem i myśleniem o golach własnego autorstwa; mimo to, gdy trzeba było własnonożnie przełamać kryzys – wziął to na siebie), i zespół, jako wieloosobowa całość rzetelnie zapracowali na awans. Otworzyli bramę do większej szansy. O niej jeszcze pod koniec wpisu. W ramach przywołania ech przeszłości… Jako lekcji z naukami…

 ***

Wędrując po sieci czasem wpadam na stronę Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Kolorowa, jakże dostojna, ale taka jakby biurokratyczna… Bez śladu, że ruch olimpijski to przecież – jak jądro sportu – nurt ruchu młodzieżowego. A młodzież to także żwawa dyskusja, z wzajemnymi zwarciami w sporach. Coś się pogubiło, coś jest na takich koturnach ceremoniału oraz słuszności, że… Dzielę się wrażeniem osobistym, bez uzurpowania sobie prawa do nieomylności. Może zła pamięć wyparła dobrą, bo dzisiejszą modę?

A „zła” pamięć podpowiada np., że w czasach, gdy PKOl nie miał pałacu nafaszerowanego nowoczesnością techniczną (radość dzielę!), gdy funkcjonował na ostatnim piętrze na Foksal, trochę też w baraczku na Bielanach; gdy amatorzy dyskusji i prezentacji spotykali się w Grandzie – pod szyldem „Klubu Olimpijczyka” było jakoś bardziej swojsko. Ciasno, ale żywo…

Pewnie przesadzam, ale jednak zgrzeszę refleksją, że w ogóle ruch sportowy (ten coraz bardziej skomercjalizowany i podobno sprofesjonalizowany) odszedł od tzw. sedna. Umowy, regulaminy, zaproszenia, ceremonie, rzecznicy, stoły prezydialne, klucze wyborcze – by prawie każdy z góry czuł się „przy szansie” – to wszystko TAK, ale… Ale suma jakby nam „posiwiała”… Obok doskonałości organizacyjnej…

Kiedyś bywało może na nieco innym (to do dyskusji) poziomie profesjonalnym, lecz inaczej. Myślę, że w pewnej mierze za sprawą nie tyle mediów minionych czasów, lecz prawdy, że stan dziennikarski nie tylko opisywał, ale też działał, zaś PKOl to uwzględniał i z tego układu obficie korzystał. Dziś w składzie władz widzę tylko paru dziennikarzy, i to nie z racji zawodu, lecz dlatego, że zdołali przedwyborczo uwieść jakiś związek sportowy. Co oni tam mogą zdziałać dla popularyzacji idei oraz rytmu twórczej dysputy?

Zła, bo dobra pamięć podpowiada nazwiska ludzi zawodu nie tylko piszących i relacjonujących, lecz też współdecyzyjnych: Gołębiewski i Strzelecki – kolarstwo na drodze i u szczytów sławy – obaj „ z głośnymi łamami”, Rzeszot – hokej, Domański – jeździectwo, Grzegorczyk – pięciobój nowoczesny, Kuszewski – szermierka, Smarzewski – gimnastyka artystyczna, Kozłowski w czasach europejskiej koszykówki made in Poland, Jacek Żemantowski … Prezesi, więc „z automatu” ważni także na forum PKOl, a zawodowo dzielnie niosący tematykę olimpijska „w Polskę”… Żarliwie, głośno.

W tle tego rodzaju związków – pożytecznych dla obu stron – bo dwie spajające w jedną (nie tylko w dniach i godzinach uroczystości) pamiętam jeszcze wiele nazwisk… I obraz jakby inaczej dzięki temu malowany. Więcej kolorowych farb; zgrzebniej – bo czasy zgrzebne, a jednak jakoś bogaciej…Przesadziłem? Może, ale czy ruch sportowo – olimpijski też się jakoś sam nie ostrugał?

***

Pogadałem, powspominałem, ale najważniejsze dziś to, że nasza reprezentacja piłkarska pojedzie do Rosji, na finały mistrzostw świata. Między meczem pieczętującym awans a tym, który otworzy finałowy rejestr jest czas, by dobre przekształcić w doskonałe. I jednak pamiętać, co zapamiętała Wikipedia w związku z poprzednim udziałem w finale. Nie dla „rozbrojenia” – cytuję, dla podtrzymania tempa rozwoju… Żeby radując się tym, co JUŻ, pamiętać, że to złoty, ale jednak dopiero klucz do bramy, za którą jest ważniejsze JESZCZE…

A było – tak:

Mimo słabego początku (sześć pierwszych meczów bez zwycięstwa, cztery bez strzelonej bramki), w eliminacjach do mistrzostw świata 2002 Polacy grali efektownie i skutecznie, dzięki czemu wygrali grupę, wyprzedzając m.in. Ukrainę i Norwegię. Udział w mistrzostwach zapewnili sobie, jako pierwsi w Europie, a najlepszy polski zawodnik, urodzony w Nigerii Emmanuel Olisadebe był jednym z odkryć trenera już w czasie pracy w Polonii Warszawa. Jerzy Engel był pierwszym od 1986 roku selekcjonerem, któremu udało się wywalczyć awans na mundial. Na koreańsko – japońskim turnieju reprezentacja przegrała dwa pierwsze mecze (0:2 z Koreą Południową i 0:4 z Portugalią) i odpadła już po fazie grupowej. Prasa zarzucała selekcjonerowi, że nie potrafił utrzymać dyscypliny w zespole i nazbyt przywiązał się do piłkarzy, którzy stanowili szkielet drużyny w kwalifikacjach. Po mistrzostwach zastąpił go dotychczasowy wiceprezes PZPNZbigniew Boniek”…

Z tamtego towarzystwa dziś w grze tylko pan Boniek, prezes PZPN… A piłka toczy się nadal Okrągła, i bramki są dwie…

Andrzej Lewandowski    http://studioopinii.pl

 
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: