Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Wydarzenia sportowe są dla mnie czymś intrygującym. Sportowcy zarabiają ogromne pieniądze, bo wywołują emocje u kibiców. Kibice – nie wiadomo dlaczego – identyfikują się z nimi, z wybraną drużyną, choć właściwie nie ma do tego żadnych podstaw. Dziennikarze w telewizji godzinami analizują mecze i spotkania, grę zawodników, o meczach drużyny narodowej czy ulubionych zespołów mówią „Zagraliśmy…”, „popełniliśmy błędy…”.

 Te emocje często są niedobre, kibiców nie zawsze cieszy ładna gra, często chcieliby za wszelką cenę wygranej „swoich” zawodników, nawet jeśli to partacze. Kibiców strony przeciwnej traktują jak wrogów, dochodzi do bójek między nimi, okaleczeń, nawet zabójstw. Nie zdarza się u nas, aby kibice oklaskiwali ładną grę przeciwnej drużyny. To już jest dzicz, wyładowanie najgorszych pragnień i instynktów. Gdyby nie przepisy i pewna cienka powłoka cywilizacji, wprowadzono by na powrót walki gladiatorów. Co to ma wspólnego z ideą sportu jako szlachetnej rywalizacji?

Te okropne praktyki są przez prawie wszystkich akceptowane. Widać to było z okazji niedawnego zdarzenia. Na piłkarzy Legii, którzy przegrali mecz, czekali kibice czy może raczej kibole i pobili ich za słabą ich zdaniem grę. Ani piłkarze ani działacze klubowi nie zgłosili początkowo skargi na policję. Ta dzicz mogłaby się mścić, a co gorsza – przestać przychodzić na mecze. Teraz działacz Legii oświadczył, że napastnicy nie dostaną zakazu wstępu na mecze, bo taki zakaz można dać tylko wtedy gdyby wydarzenie miało miejsce na obiekcie sportowym (!)

Jakiś czas temu głośna była sprawa wodza kiboli jednego z klubów, który wszedł do szatni piłkarzy i spoliczkował jednego z nich za słabą – jego zdaniem – grę. Ani piłkarz, ani koledzy nie zareagowali. Sport to pieniądze, zbyt dużo ludzi z tego żyje. Często sportowiec zarabia więcej w jeden dzień niż poseł czy prezydent przez cały rok.

Sportowcy często faszerują się dopingiem żeby zdobyć medale i zarobić. Co raz odkrywa się afery ze sprzedażą meczów. Widzowie o tym wiedzą, ale dalej kibicują.

To wszystko jest bardzo szkodliwe, bo wyrabia postawy lekceważenia prawa, uczciwej rywalizacji, poszanowania przeciwnika. Inaczej patrzymy na zachowania polityków, na stosunki z innymi ludźmi – kombinują jak w sporcie, każdy chce wygrać. Stosunek do sportu oddaje często ducha narodu, co tak pięknie przedstawił Marek Koterski w filmie „Dzień świra”):

Modlitwa Polaka

Gdy wieczorne zgasną zorze
zanim głowę do snu złożę
modlitwę moją zanoszę
Bogu ojcu i Synowi:
dopierdolcie sąsiadowi.
Dla siebie o nic nie proszę
Tylko mu dosrajcie proszę.
Kto ja jestem? –
Polak mały,
mały zawistny i podły.
Jaki znak mój? –
krwawe gały.
Oto wznoszę moje modły
Do Boga, Marii i Syna:
Zniszczcie tego skurwysyna
Mego brata sąsiada,
Tego wroga, tego gada.
Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym,
I w ogóle by miał marnie,
Żeby miał AIDS, zabijaka,
Oto modlitwa Polaka.

 

* * *

Opowiadał mi kiedyś nieżyjący już prof. Winogradow, że jako bardzo młody chłopak, w początku XX w. brał udział w ekspedycji archeologicznej na Krymie – był fotografem ekspedycji. Ekspedycja zajmowała się grobami Karaimów.

 

Karaimi uważali się za Żydów i twierdzili, że wyszli z Izraela jeszcze przed naszą erą, a więc przed ukrzyżowaniem Jezusa. Dlatego nie byli w carskiej Rosji prześladowani tak jak Żydzi, obwiniani o śmierć Chrystusa. Ich pochodzenie nie jest do końca jasne, bo jak mi opowiadał pewien historyk – możliwe że tak jak wielu „pogan” w pierwszym tysiącleciu n.e. przeszli na mozaizm. Na świecie żyje obecnie kilka tysięcy Karaimów.

Prof. Winogradow mówił, że Karaimi mieli swoją główną „bazę” na Krymie. Kiedy na świecie zmarł jakiś Karaim to stawiali mu na Krymie symboliczny grób. Badając te groby odkrywano historię Karaimów.

Twierdził, że według Kaimów Bóg jest wprawdzie wieczny, ale się starzeje i jako osoba starsza nieco gorzej słyszy. Dlatego w pieczarach, gdzie się modlili, zakopywali w ziemi wielkie amfory, tak że głosy ich modlitw grzmiały wzmacniane przez te amfory i łatwiej było Bogu je usłyszeć.

Pytałem kiedyś żyjącą w Polsce Karaimkę, zainteresowaną historią swego narodu, o to czego się dowiedziałem, ale ona nie słyszała o takich wierzeniach.

W każdym razie jest to piękna historia.

Przypomniało mi się to kiedy przeczytałem ostatnio o kolejnych modłach katolików w różnych intencjach.

Pan Krzysztof Zakręta, gdy usłyszał, że w iławskim kościele odmawiana jest msza za Radio Maryja i telewizję Trwam, zamówił nabożeństwo w intencji dziennikarzy i widzów telewizji TVN i Polsat o wytrwałość w głoszeniu prawd papieża Franciszka, wartości założycielskich wspólnoty europejskiej i państwa prawa.

Ksiądz odprawił mszę, ale w intencji rzetelności dziennikarzy. Tak to jest, kiedy w kontaktach z Bogiem działa się przez pośrednika.

Z kolei były minister Rostowski ogłosił, że modli się o powstanie komisji VAT-owskiej aby Prawo i Sprawiedliwość nie stchórzyło i żeby taka komisja powstała. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, mimo że to jest zupełnie sprzeczne z interesem politycznym PiS.

Widać z tego, że choć Bóg katolicki jest wszechwiedzący i – jak powiedział Jezus – zna nasze myśli jeszcze przed ich ukształtowaniem, to trzeba mu o wszystkim przypominać.

Rysunek w NIE:

Postać Jezusa na tle mapy pogody i napis: Dobrą pogodę wymodlili mieszkańcy Suwałk, Szczecina, Poznania…

* * *

Co jest właściwie obraźliwe?

 

Kilka lat temu kielecki biznesmen został nazwany na forum internetowym „żydowskim ścierwem” i „grubym Żydem” („Przestrzegam was przed tą firmą. To są typowi rasowi Żydzi”; „On gra  nie fair, bo jest żydowskim ścierwem”). Zgłosił to do prokuratury, ale prokuratura nie dopatrzyła się znieważenia. Biegła nazwała wpisy „stereotypowymi”, „ironicznymi” i „satyrycznymi” (śmieszne, prawda?).

Ciekawe, czy gdyby nazwał go katolickim ścierwem – to też by to uznano za satyrę.

Tomasz Lis napisał w zeszłym roku tekst pt. „Bulterierka prezesa”, gdzie nazwał Krystynę Pawłowicz psem gończym Jarosława Kaczyńskiego. Pani Pawłowicz poczuła się urażona, oddała sprawę do sądu, a sąd teraz zasądził na jej rzecz 40 tys. zł.

Ciekawe, czy określenie „kotek prezesa” też by odebrała jako obraźliwe?* * *

List prof. Wiktora Osiatyńskiego wysłany na Kongres Kobiet w 2009 r.

  • Jestem feministą, ponieważ wiem, iż nierówność i dyskryminacja płci są tak powszechne, że niemal niedostrzegalne.

  • Jestem feministą, ponieważ wiem, że nawet sam język, jakim posługujemy się do opisu rzeczywistości, dyskryminuje kobiety.

  • Jestem feministą, ponieważ wiem, że w większości kultur współczesnego świata małżeństwo sprowadza się do tego, iż kobieta wobec wybranego mężczyzny wyrzeka się tych środków ochrony przed przemocą i gwałtem, jakie przysługują jej wobec obcych ludzi.

  • Jestem feministą, ponieważ chciałbym żyć w świecie bez wojen, a nawet bez wojennych zabawek.

  • Jestem feministą, ponieważ jestem przeciw wszelkim rodzajom przemocy, w tym także ekonomicznej, toteż uważam, że kobiety powinny mieć równą mężczyznom zapłatę i emeryturę za to, co robią, w tym także za prowadzenie domu i wychowywanie dzieci.

  • Jestem feministą, ponieważ uważam, że ze względu na swoją naturę biologiczną, kobiety lepiej czują, co ludziom, ziemi i środowisku jest naprawdę potrzebne. Toteż jest mi żal, iż o losach społeczeństw i świata decydują głównie mężczyźni.

  • Jestem feministą, ponieważ marzy mi się świat ludzi prawdziwie równych, bez względu na płeć, rasę, wyznanie, orientację seksualną lub jakąkolwiek inną przyczynę.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Bóg.jpg

„Sztuczne fiołki”

* * *

Czego nam brakuje żeby było weselej? Dostępu do broni. Kibice nie musieliby się tak męczyć, manifestacje i kontrmanifestacje stałyby się mniej liczne, a już po alkoholu byłaby lepsza zabawa niż za kierownicą. Co pewien czas ktoś występuje z propozycją, żeby ten dostęp do broni uczynić bardziej powszechnym. Wujek Bronek, do niedawna prezydent, wypowiedział się ostatnio:

 

Polska jest krajem, gdzie jest jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów ograniczających dostęp do broni. To źle, dlatego że żadne przepisy nie ograniczają w prawie posiadania broni bandyty. Natomiast przyzwoity człowiek, jeśli chce ją mieć w celach obrony swojej rodziny, nie ma żadnych szans, by ją dostać.

Pięknie to się uzupełnia z tym co powiedział kiedyś szef amerykańskiego stowarzyszenia miłośników broni: Najlepszą obroną przed złym człowiekiem z pistoletem jest dobry człowiek z pistoletem.

Trzeba tylko przyzwoitym ludziom, oprócz broni, rozdać tabliczki informujące, że są przyzwoici, a tym bandytom – inne. Wtedy przyzwoity, widząc zbliżającego się bandytę, będzie miał dość czasu, żeby sięgnąć po broń. Certyfikaty przyzwoitości będzie wydawał Ziobro.

Pan Bronek chyba ma inne doświadczenia, bo zwierzęta, na które poluje, nie mają broni.

* * *

Eliza Michalik:

Oficjalne stanowisko Partii Razem w sprawie zakazu handlu w niedzielę jest takie: „Prawo do robienia zakupów w niedzielę jest mniej ważne, niż prawo kasjerki do odpoczynku”.

Otóż:
W projekcie zakazu handlu w niedzielę chodzi nie o pieniądze (choć gdyby chodziło, wypadałoby wiedzieć, że stratna będzie i kasjerka, i gospodarka), ale o wolność, o to, że pewna grupa ludzi chce mówić innym jak mają żyć, szantażując ich własną wiarą.

Ten absurdalny dialog wygląda tak: ja wierzę w Boga, więc ty masz chodzić do kościoła w niedzielę.

Ludzie powinni sami decydować o tym czy chcą chodzić do kościoła i kiedy – zresztą nie ma tu sprzeczności, bo można pójść do kościoła, a później zrobić zakupy.
Sednem jest jednak to, że nikt nie może drugiemu mówić jak ma żyć. Oraz rozdział państwa od kościoła: argumenty religijne nie mają zastosowania w przypadku debaty o polityce i gospodarce i politykom każdej partii wypadałoby to wiedzieć.

I na koniec: problem zarabiającej mało przysłowiowej kasjerki (choć ja nie rozumiem, dlaczego mamy się specjalnie zajmować akurat kasjerkami, a co: dziennikarz czy policjant na niedzielnym dyżurze nie ma prawa do wolnej niedzieli? A rolnik, cieć, nauczyciel czy urzędnik to niby zarabia o wiele więcej?) to tak naprawdę problem zdziczałych, opartych na wyzysku stosunków i kultury pracy w Polsce, a ten temat zasługuje na oddzielne poważne omówienie i potraktowanie.

Politycy powinni ten problem rozwiązać, bo za to im płacimy, a nie rzucać hasełka typu: zakazać handlu w niedzielę żeby chodzić do kościółka, bo to po prostu infantylne i świadczy o jakiejś kompletnej niedojrzałości i niezborności umysłowej.

Naprawdę, czas skończyć z tymi tekstami dla ośmiolatków, bo normalnemu człowiekowi trudno to wytrzymać. Poza tym: Polskę prowadzi to tylko do całkowitego zaniku sensownej debaty publicznej i zanurzaniu się w postępującym upupieniu.

* * *

Prof. Monika Płatek w programie Kuby Wątłego wyjaśniała nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn przez prawo. Użyła takiego przykładu:

Załóżmy że oboje mamy po 20 lat i chcemy decydować o swojej płodności. Pan może pójść do kiosku i kupić sobie prezerwatywę. Natomiast ja muszę iść do lekarza, żeby mi przepisał receptę na pigułkę. On może tego nie zrobić, powołując się na klauzulę sumienia. Powiedzmy, że wypisał receptę; idę do apteki, a aptekarz powołując się na klauzulę sumienia, do czego nie ma żadnego prawa, nie zechce mi jej sprzedać.

PIRS  http://studioopinii.pl

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: