Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rozmowa z RAFAŁEM TRZASKOWSKIM, posłem Platformy Obywatelskiej, europarlamentarzystą VII kadencji, wiceministrem spraw zagranicznych (2014 – 2015), specjalistą w zakresie spraw europejskich

–  W  2004 roku Sejm jednogłośnie, a więc także przy poparciu posłów Platformy, przyjął uchwałę w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych. Dlaczego teraz macie pań- stwo inne zdanie i jesteście przeciwni domaganiu się od Niemiec odszkodowań za straty poniesione w drugiej wojnie światowej?

– A skąd pan wie, jakie jest stanowisko Platformy?

 Słyszę, co na temat reparacji mówią niektórzy pańscy koledzy.

– Zacznijmy od tego, że nie ma żadnej kwestii reparacji. Jest tylko krajowa polityczna awantura, hucpa, której celem jest obudzenie antyniemieckiej histerii. Ponieważ w Polsce łamana jest praworządność, PiS, rząd pró- bują w ten sposób przygotować grunt do czekających ich porażek w Unii Europejskiej.

– Nie wierzy pan, że PiS rzeczywiście chce uzyskać dla Polski pieniądze za niemieckie zbrodnie?

– Na razie nic na to nie wskazuje. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość na serio chciało zabiegać o reparacje, to najpierw zrobiłoby profesjonalną, dogłębną analizę prawną. O co chcą się ubiegać, na jakiej podstawie, czy według prawa mię- dzynarodowego takie żądania są w ogóle realne? Następnie z tymi analizami i  dokumentami nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeprowadziłoby ze  stroną niemiecką zakulisowe rozmowy, co jest możliwe do osiągnięcia i na jakich warunkach. Gdyby zrealizowali te wszystkie punkty, dopiero wówczas mogliby nagłośnić publicznie sprawę reparacji. Tymczasem partner niemiecki do tej pory nie został o niczym poinformowany.

– Ale rzecznik niemieckiego rządu odniósł się do żądań polityków PiS, stwierdzając, że sprawa jest zamknięta.

– Odniósł się do przecieków prasowych, gdyż z  naszej strony nie ma  żadnych konkretów. Na  temat reparacji ze swoimi odpowiednikami nie rozmawiał żaden z naszych ministrów ani tym bardziej premier Szydło z kanclerz Merkel (14 września o reparacjach prezydent Duda rozmawiał na  Malcie z  prezydentem Steinmeierem –  przyp. autora).

Na razie mamy tylko jedną ekspertyzę Biura Analiz Sejmowych, które moim zdaniem nie jest najlepszą instytucją do oceny takich skomplikowanych zagadnień, tym bardziej że w kraju jest wiele akademickich ośrodków specjalizujących się w międzynarodowym prawie publicznym. A z tego, co słyszałem, prof. Władysław Czapliński odniósł się do kwestii żądań PiS-owskich polityków bardzo krytycznie.

–  Jednak większość wybitnych specjalistów z tej dziedziny prawa nie podziela zastrzeżeń prof. Czaplińskiego.

– Na razie to wszystko jest tylko dyskusją publicystyczną, którą Platforma uważnie obserwuje. Nie jeste- śmy partią rządzącą, więc nie mamy obowiązku formułowania w tej sprawie oficjalnego stanowiska. Niech rząd położy na stole bardzo konkretne propozycje i  dopiero wówczas będziemy się do tego odnosić.

–  Czy pana zdaniem Polsce należą się reparacje?

– Historycznie i moralnie z pewnością się należą. Jednak należy pamiętać, że jesteśmy ponad 70 lat po wojnie i musimy mieć świadomość, jakie są uwarunkowania polityczne.

–  Chodzi panu o  to, żeby nie narazić się Berlinowi? Przecież ostatnią ratę reparacji za pierwszą wojnę światową Niemcy zapłacili Francji i Wielkiej Brytanii w 2010 roku!

– Jeżeli przystąpilibyśmy do rozmów z Niemcami, mając w ręku analizy prawne, bardzo dokładnie wyliczone straty wojenne, to myślę, że nawet gdybyśmy nie osiągnęli porozumienia, strona niemiecka nie mogłaby mieć do nas żadnych pretensji, gdyż byłaby to dyskusja na merytoryczne argumenty. Tymczasem teraz jest to tylko zwykła awantura, w któ- rej poszczególni politycy PiS posuwają się coraz dalej.

–  Poseł Mularczyk na  Twitterze przypomniał, że podczas wojny Niemcy zrabowali nam ponad 516 tys. dzieł sztuki. Na co poseł Suski całkiem serio odpisał: Arku, nie zapomnij o Szwecji i Francji! To pierwsze państwo na nas napadło, a drugie zdradziło, i to dwukrotnie! Nie odpuszczamy.

–  W  ten sposób dojdziemy do absurdu.

–  Niektórzy poważni publicyści uważają, że – tak jak pan sugeruje – należy przygotować analizy, ekspertyzy, wyliczenia, przedłożyć je Niemcom, ale wykorzystać jedynie do wywalczenia jakichś istotnych korzyści od Unii Europejskiej.

–  Mając konkretne dokumenty i wyliczenia, można w gabinetowych rozmowach dotyczących zarówno obecnego, jak i przyszłego unijnego budżetu, który nie będzie dla nas już tak korzystny, położyć je na stół i  powiedzieć nie tylko Niemcom, ale wszystkim unijnym partnerom: zobaczcie, jak wielkie straty wojenne ponieśliśmy, i to miałoby sens. Ale nie wymachiwanie szabelką i żądanie, żeby Niemcy wypłacili nam biliony, które to prawdopodobnie zostały wzięte z sufitu.

K.R. "Angora" nr 39/2017

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: