Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Rozmowa z adwokatem JACKIEM DUBOIS

– Zastaję pana w upalny dzień w kancelarii, przy biurku, na studiowaniu akt procesowych.

– Prawo jest pasją, a od niej ciężko jest dać się odciągnąć. Jutro mam końcowe przemówienie w  trudnej sprawie, dlatego od kilku godzin przygotowuję się do niego.

– Prawo to tylko pasja?

– Dla mnie jest też wielką logiczną grą. To również literatura mówiona. Prawo jest i teatrem, tylko że aktorzy wygłaszają swoją rolę, a my, adwokaci, musimy przebić się z tego przysłowiowego halabardnika do aktora, który pociągnie za sobą serca składu sądzącego.

– Adwokat to...

– ...rycerz cudzych spraw. Codziennie wchodzimy w czyjąś często skomplikowaną historię życiową i dlatego oddajemy w zamian cząstkę swojej wiedzy, talentu, by przekonać sądy do naszej wizji. Każda sprawa jest ważna, bo każda jest elementem ludzkiego losu.

– Czy zawsze praca adwokata jest właściwie oceniana?

–  To  trudny zawód, wymagający wielu lat przygotowań, a później ciężkiej pracy. Marzyłem o zawodzie adwokata, od  dziecka przyglądałem się, jak wykonywał te obowiązki mój ojciec. Ta praca to jednocześnie świetna zabawa intelektualna. Trzeba znaleźć argumenty, jak przekonać do swojej wizji sprawy, w jaki sposób sąd trochę zaczarować, pociągnąć, by nabrał przekonania i poszedł za wskazaną wizją wyobraźni.

–  Rzeczywiście, jak w  sztuce teatralnej?

–  Niewątpliwie u  adwokata jest wiele z zawodu aktora. Musimy użyć takich argumentów, które przekonują, ale też powiedzieć w taki sposób, że sami będziemy w to wierzyć. Jeśli człowiek przedstawia argumenty niepłynące z jego serca, nie będzie wiarygodny. Dobry adwokat to ten, który  znajdzie argumentację i  potrafi porwać do swojej wizji.

– Ludzie nadal chodzą do sądu, by słuchać adwokatów?

– Trochę się to zmieniło. Kiedyś sąd łączył się z fantastycznymi felietonami Wiecha, świetnymi reportażami z procesów. Publiczność przychodziła tym rozbudzona, zaciekawiona. Dzisiaj do sali sądowej wkroczyły media, pojawiają się tam, gdzie jest sensacja.

Kiedyś to komitet partii decydował, które sprawy mają być pokazywane. Są oczywiście nadal procesy, które porywają nasze serca, choćby sprawa Józefa Piniora. Proszę zwrócić uwagę – w  grudniu ubiegłego roku w sądzie w Poznaniu pojawiły się znane osoby, profesorowie, wielkie nazwiska. Ci ludzie jechali kilkaset kilometrów do sądu, by być świadkami historii, oglądać, co się dzieje w tej sprawie, solidaryzować się z zatrzymanym przyjacielem. Gdy i  obecnie została zaatakowana legendarna postać, to tak jak przed laty otrzymała wsparcie. Ludzie, którzy walczą o pewne idee, byli i są wspomagani przez tych, którzy mają podobne zdanie o rzeczywistości.

– Sąd jest miejscem walki?

– Ale walki o idee; nie jest miejscem tylko sensacji. Sądy nie są  pewną abstrakcją Kafkowską, z której się tylko śmiejemy. Sąd to niezwykle istotna część naszego życia, dlatego musimy walczyć, by był sprawiedliwy, przyjazny, taki, któremu możemy zaufać.

– Lubi pan przemawiać?

–  Bardzo, dlatego wybrałem ten specyficzny zawód. Adwokat ciągle szuka wyzwania. Nasi prapradziadkowie walczyli w pojedynkach rycerskich, my robimy to w sposób cywilizowany. Ścieramy się w  salach sądowych, w  których można użyć wielu argumentów przed niezawisłym składem orzekającym, by przekonać do swoich racji. Wchodzimy do „ringu turniejowego”, mając podobne szanse, ale od sposobu, w jaki przedstawimy sprawę, jak się do niej przygotujemy, zależy jej wynik.

– W tym sądowym ringu adwokat przemawia ostatni, do niego należy zatem ostatni cios?

– Adwokat nie jest po to, by nokautować. Moim celem jest doprowadzenie, by oskarżony został osądzony zgodnie z prawem. Kontrolujemy procedurę, każda sprawa jest oczywiście inna i dlatego adwokat nie jest chłopcem z  amerykańskiego filmu, który zawsze jest niezwyciężony, bo tak w prawdziwym życiu przecież nie jest. Adwokat zawsze może pomóc, dlatego musi wykorzystać wiedzę w celu jak najlepszego rozstrzygnięcia.

– Szuka pan w przemowie różnych środków wyrazu?

– Dobry adwokat przede wszystkim gra zgodnie z regułami. Nie okłamuje sądu, opiera się na materiale dowodowym. Postępuje fair play.

– Zawsze?

– Jeśli tych zasad nie szanujemy, to przestajemy być prawnikami, a stajemy się łobuzami sali sądowej. Działamy zgodnie z prawem, więc należy znaleźć wszelką argumentację, któ- ra spowoduje jak najlepsze rozstrzygnięcie dla osoby, która adwokatowi powierzyła swój los. Trzeba zatem w tym celu maksymalnie wykorzystać swoją wiedzę.

–  Przywołuje pan często w mowie obrończej wątki literatury, filmu, historii?

– Adwokat to takie zwierzę, które musi być uniwersalne. Nie wystarczy znajomość paragrafów, bo one same w sobie są szalenie nudne, ale oczywiście konieczne.

– Sztuką jest mówić o paragrafach w sposób ciekawy.

–  Zawsze można daną sytuację odnieść właśnie do ciekawych przypadków w innych dziedzinach, np. związanych z historią, filozofią, literaturą. Bardzo często w pytaniach dochodzenia do prawdy możemy odwołać się do Platona, Georga Hegla, Artura Schopenhauera. Na bazie myśli filozofów konstruowane są systemy prawne, systemy logiczne.

Dlatego często w przemówieniu adwokatów nie brakuje odniesień do ich teorii. Przekonując do racji, fajnie jest odwołać się do zdarzenia, które przykładowo pojawiło się w literaturze. Takie argumenty o wiele lepiej trafiają do serc i umysłów. Niekiedy w moim przemówieniu więcej literatury niż prawa, bo uwielbiam czytać, ale i staram się znaleźć odniesienia do zachowania mojego klienta.

Są takie sprawy, które są elementem tworzenia pewnej kultury prawnej. Poprzez orzeczenia sądowe wpływamy na światopogląd, na nasze obyczaje.

– Znajdujemy tego przykłady nie tylko w literaturze fachowej.

– Choćby w mojej ukochanej książce –  „Zabić drozda” Harper Lee. Akcja rozgrywa się na południu Stanów Zjednoczonych w  latach trzydziestych XX wieku. Mamy do czynienia z ławą przysięgłych i obrońcą Murzyna oskarżonego o gwałt. Słowo białej, biednej kobiety przeciwko słowu czarnoskórego mężczyzny.

Oskarżony skazany jest na porażkę, bo słowo Murzyna znaczyło wtedy zdecydowanie mniej. Obrońca Atticus Finch idzie w  czasie procesu pod prąd. Broni wbrew wszystkiemu  i wbrew wszystkim. W konsekwencji adwokat przegrywa, ale jego postawa, sztuka zawodu, wygłaszane słowa pozostają w pamięci. W filmowej ekranizacji w rolę adwokata wcielił się niezapomniany Gregory Peck. Jego rola wbiła się w naszą świadomość. Wpływ prawników na rzeczywistość jest ogromny, przecież wiele orzeczeń kształtuje coś więcej niż tylko prawo.

– Nadal marzy pan o czapce niewidce, by mógł pan obserwować naradzający się przed wydaniem wyroku skład sędziowski?

– Tak, by móc się przekonać, na ile mowa obrończa miała wpływ na orzeczenie. Sędziowie to profesjonaliści. Przemawiamy do masek, bo dobry sędzia nie da poznać po  sobie, co  sądzi, nie okaże, czy mówimy dobrze, czy źle. Bardzo byłbym ciekaw, czy w czasie narady sędziowskiej brane jest pod uwagę to, na co zwraca uwagę obrońca. Gdybym miał taką wiedzę, zyskałbym wspaniałe narzędzie pracy. Czapki niewidki, niestety, nie mam, obowiązuje tajemnica narad, z sędziami na taki temat też nie rozmawiamy.

– W filmie to możliwe.

– Tak, w „Dekalogu” Krzysztofa Kie- ślowskiego i Krzysztofa Piesiewicza jest taka scena. Młody adwokat broni zabójcy taksówkarza. Sąd orzeka karę śmierci. Obrońca doznaje traumy. Pijany od emocji, spotyka sędziego i pyta: – „Czy mogłem użyć jakiegoś innego argumentu, by pana przekonać”. A sędzia, elegancko spokojnie odpowiedział: – „Pan świetnie bronił”. To tylko filmowa scena, takie zdarzenie nie może wystąpić w rzeczywistości, ale adwokat niemal zawsze ma podobne myśli jak ten obrońca z „Dekalogu”. Czy nie przeoczył czegoś albo czy jakiegoś argumentu użył niepotrzebnie? Pojawia się stres, czy jakiś argument nie był początkiem kopania grobu prawnego. Każdy wynik sprawy jest rozliczeniem nie tylko dla oskarżonego, ale i dla adwokata. Tragedie ludzkie pojawiają się ciągle, człowiek nie przychodzi do adwokata z opowieścią, jak jest wspaniale, tylko z życiowym problemem. Próbuje na nas przerzucić traumy. Dobry adwokat nie powinien jednak pozwolić na obarczenie siebie tymi emocjami.

–  Po  każdej sprawie ma  pan takie wątpliwości?

– Nie zawsze zapadają wyroki zgodne z  moją wizją. W  pewnych sytuacjach przyznaję rację sądowi, bo gdy pozbędę się emocji, a uzasadnienie mnie przekonuje, to oczywiście zgadzam się z orzeczeniami. Mało mam jednak wyroków, po których bym wył o sprawiedliwość. Bardzo często przegrywałem sądowe bitwy...

– ...a rzadziej wojny?

– Rzadko słyszałem wyrok, którego nie byłbym w stanie zaakceptować. Co innego przegrać sprawę, ale przyjąć argumenty przeciwnika, a co innego ulec, ale nie być przekonanym. Nie mam jednak wielu spraw, z powodu których nie mogę spać po nocach. Warte podkreślenia jest to, że wielokrotnie widziałem wielkość sądu, polegającą na tym, że wbrew złemu prawu wydawał dobre rozstrzygnięcia.

– Ma pan zawsze spisaną mowę końcową?

– Nie, bo to ogranicza. Stałbym się wtedy niewolnikiem własnych spisanych poglądów, a  sala sądowa ma wielką dynamikę. Mógłbym trzymać się tego, co już przygotowałem, a nie tego, co przed chwilą się wydarzyło. Mam ułożone punkty przemówienia, wiem, co chcę powiedzieć, ale muszę pozostawić miejsce na pełną niemal inwencję. Często zdarza się, że nagle w głowie zapala się światło i przemówienie toczy się według nowego, niemal spontanicznego pomysłu.

– Krótko, długo?

– Stosownie do sprawy, tyle, ile jest argumentów. Bardzo znany adwokat amerykański Clarence Darrow przemawiał trzy dni w procesie, w którym bronił przed karą śmierci. Przez kilkadziesiąt godzin starał się przekonać sąd, by nie wymierzał najsurowszej kary. Przy ewidentnej winie bliźniaków, którzy zabili swego kuzyna, dosłownie walczył jak lew o to, by przekonać sąd, że jego klientów nie można stracić. To był jeden z najbardziej znanych w  historii sądownictwa manifestów przeciwko karze śmierci. Ta rozprawa jest znakomicie opisana w znanej książce „W imię prawa”. Widziałem też zdjęcia z tego procesu. Darrow był niemal jak w transie – w rozpiętej marynarce, poluzowanym krawacie, przemoczonej koszuli, z rozwichrzonymi włosami wytoczył słowną tyradę. W  ważnych sprawach trzeba krzyczeć nawet trzy dni, ale należy też pamiętać o zachowaniu proporcji. Długość nie zastąpi też nigdy jakości.

– Pana najdłuższe przemówienie...

– ...trwało trzy godziny... –

...a najkrótsze?

– Dziesięć sekund.

– Aż tak krótko?

–  Bo  to  było kilka słów –  proszę o uniewinnienie mojego klienta. Ale wtedy przemawiałem do absolutnie stronniczego sądu. Tak fatalnej postawy sędziego jak w tamtym procesie nie powinno w  ogóle być w żadnym innym procesie. Wiedziałem, że na tym etapie procesu niczego już nie osiągnę. Więcej słów mogłoby jeszcze bardziej zaszkodzić mojemu klientowi, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że przed tym składem sprawiedliwości nie znajdę. Argumenty przedstawiłem skutecznie w kolejnej fazie procesowej. W drugiej instancji ja i mój klient wygraliśmy. Niekiedy krótkie przemówienie może być najlepszym lekarstwem, ale może być – tak jak w tamtym przypadku – elementem taktyki procesowej.

– Nawet Jacek Dubois wspomina stronniczych sędziów.

– Jakie życie byłoby nudne, gdyby wszyscy byli tylko z piedestałów! W żadnej kilkutysięcznej grupie zawodowej nie występują tylko ideały. Nikt nie jest doskonały. Zdarzają się sądy nieobiektywne, ale są i prokuratorzy i adwokaci, którzy minęli się z powo- łaniem. Jesteśmy jednak pewną wspólnotą zawodową, spotykamy się w salach sądowych i choć każdy dba o własny interes, to potrafimy się szanować. Dobry adwokat będzie zawsze szanował dobrego prokuratora. Dobry, przypomnę, oznacza tego, który dzia- ła zgodnie z regułami. Dobry sędzia będzie szanował dobrego adwokata, i odwrotnie, i nie ma to nic wspólnego z wydanym wyrokiem. Bardzo czę- sto jest tak, że wychodzimy z procesu, w czasie którego dostaliśmy łomot, ale mówimy, jaki to był fantastyczny sędzia. Wielkość nie polega bowiem na tym, że ktoś jest po naszej stronie, tylko określa ją uczciwość, umiejętność ważenia argumentów i zrozumienia sprawy.

–  Całe środowisko prawnicze krzyczy od tygodni: wolne sądy!?

– Nie mam wątpliwości, że każdy dobry prawnik tak czyni.

A za tydzień Jacek Dubois opowie o potrzebie wolnych sądów, naszej świadomości prawnej i o tym, czy jest honorowym członkiem Polskiego Związku Piłkarskiego.

TOMASZ ZIMOCH "Angora" nr 34/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Komentarze   

0 # Wayne 2017-09-18 02:45
Bardzo ciekawe ujęcie tematu. Niestety nie mogę
zgodzić się ze wszystkimi stwierdzeniami.

Also visit my page - prawnik prawo karne: kobietyaktywne.pl/index.php?strona=strony&nrf=788
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # Wilbur 2017-09-18 16:18
Ciekawy artykuł, wiele wnoszący. Czekam
na więcej

Check out my site - radca prawny: www.oceniono.pl/index.php?strona=strony&nrf=2364
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
0 # Minna 2017-10-07 05:45
Nie znam się do końca na tym temacie ale miło się czyta.


My homepage ... radca prawny: www.oceniono.pl/index.php?strona=strony&nrf=5007
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: