Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.

Pomóż pomagać

                                                                                                     Zasady działania zbiórki

 

1. 17 lat walki o zdrowie i życie                  

 

A A A

Pewien psycholog sprawił, że  nieudane, zapomniane, dziwaczne albo zbyt wcześnie oferowane na rynku produkty otrzymują drugie życie. Wymyślił dla nich muzeum. Zielony keczup firmy Heinz, mro- żone lazanie producenta pasty do zębów Colgate, raczej bez fluoru i wybielacza z lat 80., beztłuszczowe ziemniaczane czipsy Pringles, które nie tyle nie smakowały, ile bezlitośnie powodowały niemiłe objawy uboczne, gogle z  kamerą i  telefon z  książką telefoniczną, zajmujący sporą część biurka to tylko cząstka kolekcji nowiutkiego Muzeum Nieudanych Wynalazków.

Muzeum jest udanym „wynalazkiem” amerykańskiego psychologa Samuela Westa, od  20 lat mieszkającego w  Szwecji. West postanowił pokazać, że  popularne i  udane produkty codziennego użytku oraz urządzenia z  najnowszymi technologiami mogły się pojawić dopiero po pogrzebie albo szybkim popadnięciu w niepamięć innych, które też obiecywały sukces.

Muzeum gromadzące dziesiątki nieszczęsnych efektów kreatywności człowieka pozwala pojedynczym wynalazcom poczuć się lepiej: upadek ma  służyć nauce, eksperyment się nie udał, ale trzeba iść dalej. Zresztą już od  lat 90. nieco zmieniał się sposób podejścia do  porażek. Zaczęto się do nich przyznawać, co  wcześniej byłoby nie do  pomyślenia. Nie przypadkiem popularne są  dziś wieczory „Fuck up nights”, na których przedsiębiorcy, ludzie biznesu itd., poszukiwacze swej drogi życiowej wyrzucają z  siebie swoje frustracje spowodowane porażkami.

Widzą, że nie są sami, a to już wiele. Kreatorzy zasobów Muzeum w  Helsingborgu zyskali dzięki Samuelowi Westowi wielu towarzyszy niedoli.

Najnudniejszy Trump na świecie i różowe pisadełko

West wpadł na  pomysł muzeum na wakacjach w Zagrzebiu, gdzie trafił do  Muzeum Nieudanych Związków. Szybko zarezerwował domenę w sieci dla „nieudanych wynalazków”: – Wiadomo, że 80 – 90 proc. innowacji nie kończy się sukcesem i  nigdy o nich nie słyszymy, nie widzi się ich, nie rozmawia o nich.

A to, co możemy zyskać dzięki tym nieudanym, to  się z nich uczyć – mówi West. To rodzaj „laboratorium życia”, jak mówi twórca muzeum, psycholog organizacji. – Chodzi o to, by tak tworzyć kulturę organizacji firm, by  akceptowały nieudane przedsięwzięcia, żeby upadku nie odczuwać boleśnie, tylko jako coś, co się przydarza.

 

Wiele przedmiotów z  kolekcji „nieudanych” pokazuje, że  firmy starają się pod swoją marką wprowadzać produkty zupełnie się z  nią niekojarzące, jak perfumy marki Harley-Davidson z  połowy lat 90. ubiegłego wieku, wyklęte przez „wyznawców” kultu motocykli.

–  Nie znosili tego. Uważali, że  ozdoby choinkowe, lalki Barbie, przeróżne gadżety z  logo Harleya-Davidsona trywializują „ich” markę –  opowiada West. Podobnie było z  Coca-Colą i  jej Black Coffee, napojem kawowo-colowym, albo krystaliczną Pepsi – wodą sodową Crystal –  nie przyjęły się, choć Pepsi po  latach próbowała reanimować sodówkę w 2016, w stylu retro lat 90.

Jak widać, także największe marki mają podobne epizody, choć próbują je skrzętnie wymazać z powszechnej pamięci. West zaznacza, że  opakowanie lazanii firmy Colgate jest starannie odtworzoną kopią, bowiem wszelkie ślady po spożywczej wpadce firmy zostały usunięte. Dziś szczególnie dobrze znana marka „Donald Trump” ma  na  koncie ponoć najnudniejszą na  świecie planszówkę, jak mówią gracze, wersję uproszczoną „Monopolu” pod tytułem: „Trump: Wróciłem, a  ty  wylatujesz!”

West dodaje, że poza nudą, frekwencja pojawiania się nazwiska i  logo „Trump” w  grze dostatecznie usprawiedliwiają jej zniknięcie z  rynku... Jednym z  eksponatów muzeum jest segway, który dziś funkcjonuje głównie w turystyce; w Wiedniu czy Berlinie stada turystów zwiedzają tym sposobem miasto.

Ten dwukołowy pojazd elektryczny miał zrewolucjonizować miejski transport. „Bic for Her”, długopisy „dla niej” firmy Bic, czyli tylko dla pań, wypełnione pastelowymi kolorami tuszu, a obowiązkowo różowym. Hmm, już wcześniej kredki, pisaki, długopisy miały różne kolory tuszu itd., ale nikt nie był świadom, że  były one tylko dla pań! Bic tym różowym pisakiem jedynie rozwścieczył kobiety.

Maska piękności i beztłuszczowa biegunka

Ulubionym eksponatem Samuela Westa oraz zwiedzających jest maska plastikowa, która przypomina maskę Hannibala Lectera albo Belfegora z Luwru. Trafiła na rynek w 1999 roku, opakowanie opatrzone było zdjęciem popularnej serialowej amerykańskiej aktorki Lindy Evans.

Otóż pilot na  kablu towarzyszący masce odmładzającej nakładanej na  twarz uruchamia niewielkie elektryczne impulsy, które mają z kolei powodować odmładzanie buźki, by  w  efekcie wyglądać jak blond Linda Evans. Nazywa się to  urządzenie „Rejuvenique”, a  posiłkuje się sloganem:

„Odpręż się, odmłódź, celebruj swoje piękno”, towarzyszy mu jeszcze specjalny krem do twarzy. Można sobie jedynie wyobrazić minę listonosza, któremu otwiera drzwi „celebrująca” w masce „swoje piękno” lokatorka. –  Przyznaję, że  drugim moim faworytem są wspomniane już beztłuszczowe czipsy Pringles.

Nie tylko po nich nie przytyjesz, ale zajmą się twoim żołądkiem i resztą. Biegunka gwarantowana! –  dodaje Samuel, który cieszy się każdym gościem w muzeum.

Zatrzymują się chętnie

przy takim drobiazgu, jak... rozdwojone pałeczki do  perkusji albo specjalna mysz na  kablu, która miała ułatwić życie internautom: po  co  wpisywać adres internetowy, skoro mysz miała po  sczytaniu logo czy nazwy firmy spowodować otwarcie właściwej strony?Nie przyjęła się ta mysz... Nokia w 2003 roku wypuściła pewien koszmarek – telefon, który zamieniał się w  instrument do  gry w  Nintendo: N-Gage.

Ani do  telefonowania, ani do  grania, użytkownicy po  zakupie kilku milionów sztuk odrzucili ten wynalazek pełen maleńkich klawiszy, ciężki i w kształcie, który nie pozwalał go normalnie przyłożyć do ucha.

Samuel West przyznaje, że  wiele firm, których wynalazki są  prezentowane w  jego muzeum, nie chce o  nim słyszeć. Są  jednak i  takie, które organizują wyjazdy pracowników, by  pokazać im własne błędy. Muzeum daje także nadzieję.

Nieudany debiut dla urządzenia marki Apple Newton, osobistego asystenta z 1993 roku, pokazuje, że jednak był potrzebny. Przecierał szlaki dla iPhone’ów i iPadów, bez których dziś nie wyobrażamy sobie życia. Samuel West śmieje się, że  nie spodziewał się takiego sukcesu swego muzeum.

Nawet turystyczne statki pasażerskie, zamiast cumować w Kopenhadze, zmieniają trasę, by móc dotrzeć do  Muzeum Nieudanych Wynalazków w Helsingborgu.

BEATA DŻON-OZIMEK  "Angora" nr 34/2017 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: