Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Wprawdzie w czasach słusznie /?/ minionych pozyskiwanie dóbr materialnych niekoniecznie zgodnie z prawem, w tym również pobieranie pensji za niewykonaną pracę, miało określenie "załatwienia" "zorganizowania", ale dla uproszczenia nazywajmy to okradaniem Państwa. Jako, że wszystko było wspólne, co rządzący szczególnie podkreślali, "państwowe", to okradaliśmy się nawzajem? Jasne, nie wszyscy mieli jednakowe możliwości "dostępu" do takich profitów.

To niepoliczalne, ale można się zastanowić: co przyniosło więcej strat gospodarce PRL. Czy "namacalne" kradzieże materiałów budowlanych, narzędzi, części, wyrobów - czy lekceważący stosunek do pracy. Kawki, imieninki, załatwianie prywatnych spraw w czasie pracy w sumującym się rozrachunku przynosiło olbrzymie straty.                                                                                   Ktoś widzący i znający realia pewnie się zastanawiał: jakim cudem ta firma pt. Polska jeszcze prosperuje. Wreszcie okazało się, że dalej nie da rady. Trzeba spłacać kredyty, półki sklepowe świecą pustkami, społeczeństwo coraz bardziej wzburzone, strajkujące. Pomijam polityczne tło strajków wspieranych, prowokowanych przez różne opcje zagraniczne, których celem było rozwalenie "obozu socjalistycznego", ale to strajkowanie to swoisty paradoks ekonomiczny.
Strajkujący, czyli nic nie wytwarzający, otrzymywali wypłaty. Zadziałało prawo popytu i podaży. Popyt był nakręcany mnóstwem NIE zarobionego pieniądza, podaż była ograniczona, bo strajkujący nie produkowali. Oczywiście na podaż nałożyły się wcześniejsze "zaległości", czyli wypłaty za "symulowanie" pracy, aby "przepękać" dniówkę od-do.
Z pewnością były zakłady, kopalnie, huty itp. o ruchu ciągłym, gdzie miganie się od pracy było utrudnione, albo wręcz niemożliwe, ale i tam rozliczanie wartości pracy było na zasadzie "ludzie muszą zarobić".

Kredyty, zadłużenie PRL. W końcowej fazie to zadłużenie wynosiło ok. 40 mld dolarów. Wydawało się, że to ogromna kwota. Tylko że obecne zadłużenie  Polski wynosi /budżet + samorządy/ ponad 30 razy więcej.                                                                                    Wprawdzie część kredytów PRL została "przejedzona", przeznaczona na import art. konsumpcyjnych /czyli na zaspokojenie niewypracowanego faktyczne popytu/ jednak jakieś inwestycje, zakłady powstały. Państwowe, czyli "nasze", nawet bez cudzysłowu nasze. Wiemy co się stało. Majątek PRL został rozkradziony, cokolwiek to w tym kontekście znaczy, kredyty trzeba było spłacić.
Jak obecnie wygląda struktura własności w RP to ogólnie wiadomo. Tylko chyba nie wiadomo, jak i kiedy zostanie spłacone zadłużenie. Wnuki sobie poradzą? 
Coraz bardziej się wydaje, że nie ma co chwalić się wnukom motywami działań i skutkami tychże.

Pozostają refleksje: co by było jakby to poszło inaczej? Jakbyśmy wybrali odpowiednich ludzi, inaczej rządzących. Co by było jakbyśmy inaczej pracowali. Jeszcze czynne zawodowo jest pokolenie, które może porównać obecne stosunki pracy, dyscyplinę, wymagania pracodawców, ze stosunkami w PRL...

TS

Komentowanie możliwe tylko przez zarejestrowanych Użytkowników

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: