Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.

Pomóż pomagać

                                                                                                     Zasady działania zbiórki

 

1. 17 lat walki o zdrowie i życie                  

 

A A A

Rzadko mamy do czynienia z koalicją obecnego rządu i „Gazety Wyborczej”, więc warto ten sojusz odnotować. Chodzi o sprawę pracowników delegowanych – imigrantów zarobkowych wysyłanych najczęściej do państw Europy Zachodniej z obszarów mniej gospodarczo rozwiniętych. Czyli o sytuację, gdy na przykład polskie przedsiębiorstwo (albo agencja pracy tymczasowej) wysyła do Niemiec polską opiekunkę.

Do tej pory przepisy zapewniały jej, że będzie pracować za co najmniej niemiecką płacę minimalną. Rewizja dyrektywy, którą komisja ds. zatrudnienia Parlamentu Europejskiego ma się zająć we wrześniu, zakłada, że jej zarobki nie mogą odbiegać od płacy jej niemieckiej koleżanki.

Obejmą ją branżowe układy zbiorowe i miejscowe prawo pracy. Premie, dodatki urlopowe i inne składniki wynagrodzenia będą należeć się jej obowiązkowo. A także składki na ubezpieczenia społeczne zasilą system niemiecki, a nie polski ZUS. To oznacza, że pracownicy delegowani przestaną być socjalną V kolumną w Europie, przyczyniającą się do obniżania płac – koszty pracy będą takie same, niezależnie od kraju pochodzenia pracownika.

Delegowani nie będą także powodować wzrostu wśród europejskiej klasy pracującej nastrojów ksenofobicznych, której źródło jest w dużej mierze ekonomiczne. A ponieważ i tak pracują w tych branżach i na tych stanowiskach, których często nie chcą podjąć się miejscowi – nie będzie strachu, że zostaną na lodzie.

Ustalenie, że za tę samą pracę pracownicy otrzymają tę samą płacę, to zmiana w dobrym kierunku. Zaszkodzi ona jednak przede wszystkim firmom, które żyją z dumpingu socjalnego. Realnie zmniejszą się ich zyski.

Rocznie z Polski delegują nawet pół miliona pracowników, czyli mają o co walczyć. I już zaczynają dawać wyraz swojej rozpaczy. Tekst w „Gazecie Wyborczej”, w którym wypowiadają się ich lobbyści, zatytułowano: „Macron zwolni tysiące Polaków”. Moim zdaniem bliższy prawdy byłby tytuł: „Macron podwyższa pensje Polakom”.

Odrywani od koryta przedsiębiorcy narzekają na kontrole inspekcji pracy i twierdzą, że nie poradzą sobie z gąszczem przepisów.  – Tylko w Niemczech obowiązuje 70 tys. branżowych układów zbiorowych! – jojczy Krzysztof Jakubowski ze Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. To naprawdę straszne, ktoś te przepisy będzie musiał przeczytać!

Prezydent Francji zaczął objazdówkę po Europie Środkowej, aby przekonać państwa regionu do przyjęcia nowych regulacji. Opór wyrażało do tej pory 11 krajów, zwykle mniejszych od Polski, we wszystkich liczba pracowników delegowanych jest procentowo i ilościowo mniejsza – łatwo dadzą się więc przekonać.

Z Polską i Węgrami jako rozwalaczami Europy, Macron postanowił nie gadać w ogóle. I ma rację, bo taki na przykład minister Morawiecki twierdzi, że nowe przepisy wynikają z tego, że „polskie firmy transportowe, czeskie firmy logistyczne, rumuńskie firmy informatyczne zaczynają być coraz bardziej konkurencyjne i odnosić coraz większe sukcesy w UE.

W związku z tym cała nowa próba ograniczenia tej konkurencji ze strony krajów Europy Zachodniej”. W takim razie poczekajmy, jak sobie poradzą na tzw. wolnym rynku, bez możliwości wykorzystania systemowej luki, która do tej pory działała na niekorzyść pracowników.

 http://strajk.eu/

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: