Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

Woda pozbawia życia nie tylko tych, którzy nie umieją pływać. Alkohol, brawura, niebezpieczne miejsca i zła pogoda sprzyjają utonięciom. Wobec żywiołu człowiek staje się kompletnie bezradny. W  zderzeniu z  wodą w  pewnym momencie liczą się tylko szczęście, odrobina siły i umiejętności.

Rozrywające morze „(...) Wyobraź sobie, że  pływasz w morzu i nagle silny prąd wciąga cię w  jego głąb.

Próbujesz płynąć do brzegu, ale siła prądu jest ogromna, a fale zalewające cię od drugiej strony utrudniają jakikolwiek ruch. Szarpiesz się, tracisz siły, ryzyko utonięcia rośnie. Zjawisko, o którym tutaj mowa, to prąd rozrywający.

Często mylony jest z cofką, czyli podwyższeniem poziomu wody – często powstającą po sztormie albo w wyniku bardzo silnych wiatrów (...)

Cofka jest łatwiejsza do  zaobserwowania niż prądy i  nad Bałtykiem pojawia się głównie zimą (...). Powszechnie uważa się, że prądy rozrywające wciągają ludzi pod wodę, w  rzeczywistości jednak po prostu przenoszą ich daleko od brzegu.

W takiej sytuacji najgorszym rozwiązaniem jest pró- ba dopłynięcia z powrotem do brzegu – prąd jest bardzo silny i pływak szybko traci siły (...).

Jak w takim razie bronić się, gdy już prąd rozrywający wyniesie nas daleko od brzegu? „(...) Możemy zacząć płynąć w lewą bądź prawą stronę, równolegle do brzegu. Trzeba tylko uważać, żeby z powrotem nie znaleźć się w obrębie prądu.

Drugim rozwiązaniem jest popłynięcie wraz z prądem w głąb morza i kiedy przestaniemy czuć jego oddziaływanie, znowu zmiana kierunku na równoległy do brzegu – w ten sposób należy spróbować opłynąć prąd (...).

Nawet stojąca po kolana w wodzie osoba przewrócona przez taką falę z prądem bardzo szybko może znaleźć się kilkadziesiąt, kilkaset metrów od brzegu. Bardzo trudno jej pomóc (...).

Najrozsądniejszym wyjściem jest więc nieoddalanie się od brzegu. Jednak nawet jeśli czujemy dno pod stopami, nie oznacza to, że jesteśmy bezpieczni. Prądy wypłukują dno i może okazać się, że głębokość wody bardzo szybko się zmieni (...).

To jest prąd porównywalny z uczuciem, jakby nurek złapał za nogę i wciągnął pod wodę. Fala przewraca człowieka i wydostanie się na powierzchnię to jest walka, którą może wygrać tylko silny człowiek z kondycją (...).

Na polskim Wybrzeżu pojawia się też prąd morski zwany upwelling (...). Niesie on ze sobą zimne masy wody, których temperatura sięga od 5 do 7 stopni, co mocno kontrastuje z panującym blisko 30-stopniowym upałem (...).

Wejście do takiej wody paraliżuje mięśnie, ciało doznaje szoku termicznego. W takich sytuacjach także wywieszana jest czerwona flaga.

Turyści nie mogą wówczas zrozumieć, że mimo upału i braku fal obowiązuje zakaz kąpieli.

 

Uwielbiamy kąpać się w  morzu, gdy są cudowne normalne fale. Ale i one są niebezpieczne. Nasz oddech i ruchy tracą na harmonii. Możemy się zachłysnąć. A od zachłyśnięcia do utonięcia droga jest krótka.

Najlepszym sposobem jest poddanie się falom. Trzeba dać im się po prostu unieść. „(...) Jeśli chcesz wrócić do brzegu, pamiętaj, żeby się dobrze ulokować na fali. Najlepsze miejsce to  jej grzbiet. Wtedy dajesz sobie fory i wykorzystujesz naturalną energię wody (...)”.

Wir wodny

„(...) Wiry wodne (...) spotyka się głównie w rzekach, w okolicach podpór mostów i innych konstrukcji, przy budowlach hydrotechnicznych lub po prostu tam, gdzie jest nierówne dno. Z tego względu należy unikać pływania w otoczeniu z góry podejrzanych miejsc (...).

Gdy jednak wir nas wciągnie podczas kąpieli, jak się wtedy należy zachować? Nie wpadajmy w panikę, sytuacja w większości przypadków jest bowiem do opanowania. „(...) Gdy w zasięgu swojego wzroku dostrzeżesz wir, a nawet odczujesz już, że  znalazłeś się w obrębie jego oddziaływania, powinieneś położyć się jak najbardziej płasko na wodzie (im mniej ciała zanurzone, tym lepiej) i spokojnie oddalać się od miejsca zawirowania.

Pamiętaj, aby nie płynąć pod prąd wody, a wraz z nim, więc jeśli wir znajduje się przed tobą, po prostu go omiń (...). Co zrobić, gdy jednak wir wciągnie nas pod wodę? Trzeba przede wszystkim opanować panikę, poddać się działaniu wody, a gdy tylko dobijemy do dna, wówczas natychmiast zacząć działać!

Trzeba wybić się od dna ku powierzchni. „(...) Tylko absolutnie nie pionowo do góry, ponieważ w  ten sposób wir znów przyciągnie cię do  dna, a  po  kilku takich próbach, po prostu się utopisz.

Prawidłowym zachowaniem jest odbicie się od dna pod kątem 45 stopni, czyli ukośnie w bok. Zawirowanie ma kształt stożka zwężającego się ku dołowi, dlatego przy dnie nie obejmuje wody, która jest po twoich bokach.

Prąd rzeczny

Nie wolno płynąć w jego przeciwnym kierunku, tracimy bowiem wtedy wiele siły. Prąd rzeczny sam w sobie nie jest taki groźny, ale bardzo niebezpieczne są przedmioty, skały, kamienie, które się w wodzie znajdują.

Aby uniknąć utonięcia, trzeba poddać się biegowi rzeki. Żeby jednak uniknąć wszelkich urazów, należy wystawić ręce przed siebie. Powinniśmy też spróbować wydostać się z głównego nurtu i wyjść z rzeki od strony łagodnego lądu.

Przede wszystkim edukacja

„(...) Mirosław Kukułka, ekspert ds. ratownictwa: – Gdybyśmy prowadzili edukację, zamiast stawiać czerwone flagi, ludzie nie tonęliby tak często.

Na Hawajach trzech ratowników pilnuje kilometra plaży, u nas dwunastu ratowników pracuje na  100-metrowym odcinku i  nie interesuje ich, co jest obok. W wielu miejscach na  świecie ratownictwo polega przede wszystkim właśnie na edukacji.

Wtedy niepotrzebna jest masa sprzętu i kilkunastu ratowników na plaży – a tak to wygląda nad Bałtykiem, gdzie ratownictwo jest nie tyle prewencyjne, ile nastawione na działanie w razie wypadku.

Gdyby nasi ratownicy mieli pracować tak, jak ich koledzy w Hiszpanii, Portugalii czy na Hawajach, toby wszystko rzucili i uciekli. Nasze jedno kąpielisko w Gdyni ma więcej sprzętu i ludzi niż cała wyspa Maui i połowa plaży w San Diego.

A jeśli chodzi o dzieci? Główną przyczyną utonięć dzieci jest brak nadzoru i opieki rodziców. W połączeniu z brakiem świadomo- ści i podstawowej wiedzy na temat tego, co dzieje się w wodzie, daje krytyczną liczbę utonięć dzieci.

Jeśli nie mamy świadomości tego, co się dzieje wokół nas, i nie wiemy, jak unikać zagrożeń, wówczas, nawet trzymając dziecko za rękę, możemy je stracić.

Fala o wysokości metra to około 1000 kg w jednym metrze sześciennym. Taka masa potrafi przestawić samochód, z  łatwością przewraca dorosłego, wyrywa dziecko z  dłoni i przygniata do dna, a następnie porywa w dowolne miejsce. Metrowa fala albo prąd w polskim morzu to nie są niecodzienne zjawiska ani wyjątkowe okoliczności.

Jedziemy nad Bałtyk, żeby właśnie wśród takich fal się kąpać. Powinniśmy więc sami, na własną rękę dokształcić się, żeby wiedzieć, czego możemy spodziewać się w wodzie (...) – tłumaczy Kukułka.

Falochron – czarny punkt

Nie wolno kąpać się przy falochronie. Tam woda w jednej chwili może sięgać nam powyżej kostek, a  już gdy zrobimy krok, możemy zanurzyć się po szyję. Fale rozbijają się o falochron, mają dużą siłę, mogą nas uderzyć, stracimy przytomność, zanurzymy się i nikt nawet tego nie zauważy.

Przy falochronie w Łebie od  lat stoi znak zakazujący kąpieli. Corocznie jednak ratownicy wyławiają tu kilkanaście osób. Ludzie nie mają świadomości, jak niebezpieczne jest to miejsce. W jednej chwili prąd może wynieść człowieka na kilkadziesiąt metrów w morze. Jest tak silny, że nawet wprawiony pływak nie może sobie z nim poradzić.

* * * Prąd rozrywający (ang. rip current), nazywany też strugowym i wciągającym, skierowany jest prostopadle od brzegu. Występuje najczęściej przy silnych północnych wiatrach. Powodów jego powstawania jest bardzo wiele (...).

W normalnym trybie fale docierają do brzegu górą i po załamaniu na brzegu wracają przy dnie w głąb morza. Jeśli na drodze prądu przydennego znajdzie się przeszkoda w postaci rewy (wału piasku), woda gromadzi się i doprowadza do rozerwania rewy. W tym momencie obserwujemy dwa prądy równoległe do linii brzegu, jednak ich kierunki są przeciwne, skierowane ku sobie. W miejscu przerwania zmieniają kierunek w stronę morza – dlatego czasem widzimy, że coś lub ktoś płynie równolegle do  brzegu, a  następnie jest wynoszony z  prądem prostopadle od brzegu w morze.

Taki prąd może osiągać prędkość do  1 – 2 m/s i sięgać nawet kilkudziesięciu metrów szerokości (...).

Na podst.: zdrowie.gazeta.pl, „Gazety Wyborczej”, „Głosu Pomorza”

* * * Utonęła, stojąc po pas w wodzie

31-letnia kobieta 2 sierpnia utonęła w wodach przy plaży Wyspy Sobieszewskiej. Prawdopodobną przyczyną tragedii był silny prąd, który sprawił, że nie zdołała ona wrócić do brzegu.

Zgłoszenie o tonącej kobiecie trafiło do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku w środę ok. godz. 18.45. Wynikało z niego, że na plaży na Wyspie Sobieszewskiej, na wysokości wejścia nr 7, prawdopodobnie utonęła kobieta. Poinformowani ratownicy oraz policjanci błyskawicznie rozpoczęli akcję poszukiwawczą.

Kobieta została odnaleziona ok. 60 m od miejsca zaginięcia. Lekarz pogotowia ratunkowego od razu rozpoczął reanimację, ale kobiety nie udało się uratować. –  Policjanci z  komisariatu ustalili, że  31-letnia mieszkanka gminy Pruszcz Gdański do  wody weszła wspólnie z koleżanką.

Woda sięgała im mniej więcej do pasa, gdy nagle straciły grunt pod nogami. 31-latka zniknęła pod taflą wody, a jej koleżanka zdołała się uratować. Ratownicy wstępnie przyznali, że do wypadku mogły się przyczynić silne prądy wsteczne, które są bardzo niebezpieczne – mówi Aleksandra Siewert z gdańskiej policji.

http://www.trojmiasto.pl

"Angora"" nr 33/2017

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 4 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: