Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
A A A

13 lipca przed bramą państwa Gałęziowskich z Sosnowca zaroiło się od policji. Z sześciu radiowozów wyskoczyło kilkunastu funkcjonariuszy. Wspierał ich wóz bojowy straży pożarnej. Policjanci wydali strażakom rozkaz, a ci wydobyli łomy i rozpieraki hydrauliczne, po czym przystąpili do wyważania bramy. Szturmowi przyglądały się przez okno dzieci w wieku ośmiu i jedenastu lat oraz ich babcia. Tylko oni w tym czasie byli w domu.

 Ciekawski znajomy

Drogą przejeżdżał znajomy Gałęziowskich. Zobaczył szturm. Zadzwonił, żeby ich uprzedzić. Następnie przez telefon komórkowy zaczął filmować akcję. Policjanci rzucili go na ziemię, obezwładnili i skuli. W komisariacie postawiono mu zarzut popełnienia przestępstwa. Nie od razu wiedział jakiego. Być może sami policjanci tego nie wiedzieli.

 

Cieć teść

Pierwszy na miejsce dotarł teść państwa Gałęziowskich. Brama już była wyważona. Udało mu się ją przymknąć. Policjanci wydali rozkaz strażakom ponownego jej wyważenia. Teść zapytał o pisemny nakaz wejścia na prywatny teren czy przeprowadzenia rewizji, a ponieważ policjanci takiego nie mieli, usiłował bronić bramy. Doszło do wymiany uprzejmości.

– Ty cieciu – powiedział do któregoś z funkcjonariuszy. Nie miał racji, bo w tym akurat momencie to on raczej pełnił tę funkcję, próbując nie wpuścić policjantów na podwórko. A oni właśnie na taką okazję czekali.

– Ja jestem cieciem? Ja? – zapytał policjant.

Po chwili teść został powalony na ziemię. Kilku policjantów przygniotło go do kamienistego podłoża. Głowę miał przyciśniętą do kamieni, a ręce wygięte ku górze. Założono mu kajdanki i dalej przyduszano.

– Źle się czuję! Źle się czuję! – zaczął wołać, gdy udało mu się zaczerpnąć powietrza.

Wokół stali gapie. Większość to sąsiedzi państwa Gałęziowskich. W tej części Sosnowca wieczorem rzadko zdarza się taka gratka. Było lepiej niż w telewizji.

– Trzeba wezwać karetkę! – ktoś zawołał.

Na te słowa policjanci podźwignęli sinego seniora rodu na nogi, wrzucili do suki i odwieźli na komisariat. Tam usłyszał zarzuty popełnienia różnych przestępstw. Do końca pobytu w komisariacie nie dowiedział się jakich. Mógł tylko przypuszczać, że wśród nich jest wypowiedzenie słowa „cieciu” do policjanta.

 

Pani domu

Wreszcie zjawiła się Anna Gałęziowska, która wraz z mężem prowadzi firmę holowniczą i warsztat naprawczy, specjalizując się w usuwaniu z dróg zepsutych ciężarówek czy autobusów, a potem w ich naprawie. Dowiedziała się, że wraz z mężem porwała człowieka, a teraz więzi go na posesji. Oboje są również winni zaboru mienia wielkiej wartości – co najmniej 300 tys. zł.

Mieniem wielkiej wartości okazał się ciągnik siodłowy scania, który tego samego dnia zepsuł się na środku ronda w graniczącym z Sosnowcem Jaworznie. Na zlecenie właściciela ciężarówki pracownik Gałęziowskich odholował go, aby auto nie tarasowało drogi. Porwanym zaś człowiekiem był kierowca scanii, który siedział w kabinie i czekał, aż auto zostanie naprawione bądź zapadnie decyzja o dalszym holowaniu pojazdu.

Właściciel scanii za odholowanie ciężarówki blokującej rondo i przewiezienie jej do warsztatu, miał zapłacić 2,5 tys. zł. Początkowo zgodził się na tę kwotę, ale później uznał, że jest to za dużo. Zawiadomił więc policję o oszustwie polegającym na tym, że jego zdaniem usługa jest za droga. Takie spory dotychczas rozwiązywało się w sądzie na drodze cywilnej. Ale – jak wiadomo – sądy źle działają i trzeba je uzdrowić. Policjanci wzięli więc sprawę we własne ręce i po konsultacji z prokuraturą postanowili sąd zastąpić.

Otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie tego faktu zarówno w Komendzie Miejskiej Policji w Sosnowcu, jak i w dwóch prokuraturach. Albowiem spór o kilkaset złotych rozrósł się do problemu, którym muszą zajmować się obecnie aż 3 jednostki podległe ministrowi Ziobrze: Prokuratura Rejonowa Sosnowiec-Północ, Prokuratura Rejonowa Sosnowiec-Południe, Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Oraz żaden sąd. Ten nie jest potrzebny.

 

Skuta teściowa

Pani Anna usłyszała, że ma natychmiast zwrócić zagrabione mienie wielkiej wartości i uwolnić porwanego człowieka.

– Co wy mówicie! – oburzyła się. – Przecież mamy zlecenie holowania tego samochodu! Na piśmie!

Pokazała pismo, lecz nie zainteresowało ono policjantów.

– W scanii siedzi kierowca, jego zapytajcie! Potwierdzi! – gorączkowo przekonywała funkcjonariuszy. Ale ci nie chcieli rozmawiać z porwanym. Być może spodziewali się, że u niego wystąpił już syndrom sztokholmski, polegający na więzi, jaka wytwarza się między porwaną osobą a porywaczami.

Anna wyjęła telefon komórkowy. Zaalarmowała adwokata. Ten zaczął dzwonić do prokuratury w Sosnowcu i na policję, ale nie udało mu się z nikim porozmawiać. Był wieczór. Następnie Anna zaczęła nagrywać zajście telefonem komórkowym. Nagrywali je również inni ludzie, pochowani za okolicznymi budynkami. Dlatego byli pochowani, gdyż do każdego, kto trzymał w ręce komórkę, zbliżali się policjanci.

– Czy jest pan z nami, czy z nimi? – pytali jak kibole.

Ok. 22.00 policjanci przystąpili do ponownego wyważania bramy. Tym razem postanowili uczynić to tak skutecznie, aby już się nie dało jej zamknąć. Od strażaków zażądali drabin. Po jednej przechodzili, drugą odpychali panią Annę i jej teściową, żeby nie podeszły zbyt blisko. Następnie rzucili się na obie kobiety. Pani Anna miała rozległą ranę na głowie, gdyż ciągnięto ją po kamieniach. Pękł jej jeden z kręgów, poza tym miała siniak na brzuchu i stłuczony bark. Do dziś odczuwa ból.

Teściową rzucono o kontener. Obie zostały skute. Teściowa źle się poczuła i tym razem pozwolono na przyjazd karetki. Lekarka zbadała ją w samochodzie. Podała leki wzmacniające i zapisała kolejne. Odjechała, a starsza kobieta stała w kajdankach na dworze chyba aż do północy. Wreszcie jeden z funkcjonariuszy zlitował się nad nią, zdjął kajdanki i pozwolił wrócić do wnuków. Te przez długi czas pozostawały bez opieki, co zauważył najbardziej „aktywny” policjant, być może kierujący akcją, aspirant W. Dzieci przez okno obserwowały, jak ich matkę policjanci ciągną po kamieniach, babcię rzucają o kontener, a potem obu zakładają kajdanki.

– O… nie ma kto zająć się nimi. Zadzwonimy po opiekę społeczną, która za chwilę przyjedzie i je zabierze – zapowiedział. Ostatecznie do tego nie doszło.

 

Mdlejąca Anna

Jak twierdzi Anna, w komisariacie zrobiono jej rewizję osobistą. Ona, cały czas skuta, poskarżyła się, że drętwieją jej ręce. Oni na to, że nie mają kluczyka od kajdanek. Ona, że pić jej się chce. Oni, że nie mają wody. Wreszcie jeden „ulitował się”: – Mam jeszcze trochę w butelce, jeśli się pani nie brzydzi, niech pani pije.

– Uważaj, bo potem cię oskarży, że ją czymś zaraziłeś – powiedział inny.

– A wodę z kranu macie?

– Potem pani będzie twierdziła, że się przez nas zatruła?

Annie robiło się słabo.

– Może nam tutaj zemdleć. Będziemy musieli wezwać pogotowie – obawiał się policjant.

– No, co ty – zaprotestował drugi. – Położymy ją na plecach i damy nogi do góry, to się ocknie.

Kazali jej dmuchać w alkomat. Próbowała, lecz robiła to zbyt lekko. Zmaltretowana i zmęczona, miała sucho w ustach.

– Dajcie mi coś do picia – znów poprosiła.

A na to policjant (nie do niej, lecz do kolegi): – Odnotuj, że odmówiła dmuchania.

– Przecież ona jest ranna – zauważył któryś.

– To tylko brud – zaoponował kolejny. – Napisz, że nie ma żadnych obrażeń.

Wreszcie pani Anna, jej teść i znajomy dowiedzieli się, że są oskarżeni, lecz nie wiedzieli, o co. Mieli popełnić różne przestępstwa. Jakie, tego Anna wówczas nie wiedziała, gdyż nikt jej nie wytłumaczył, co znaczą kolejne paragrafy. A do adwokata nie pozwolono zadzwonić. Nie podpisała podsuniętych jej dokumentów.

Teść nie miał okularów. Usłużny policjant pokazywał mu, gdzie powinien złożyć podpisy. On jednak powiedział, że nie podpisze niczego, czego wcześniej nie przeczyta.

Postawiono im następujące zarzuty: znieważenie policjantów, naruszenie ich nietykalności cielesnej, utrudnianie postępowania. A zabór ciężarówki?

 

Brak pana domu

Zaboru ciężarówki nie ma. Scanię, o którą była cała awantura, policjanci pozostawili na placu u Gałęziowskich. Cały czas przebywał w niej kierowca. Wyjechała stamtąd dopiero nazajutrz. Jej właściciel dzięki policjantom wynegocjował zniżkę. Mąż Anny, Grzegorz Gałęziowski, zszedł z 2,5 tys. na 1,8 tys. zł w obawie przed kolejnym szturmem. Faktura została opłacona w terminie.

Dodajmy, że pan Grzegorz nie był wówczas obecny, gdyż akurat pomagał innym policjantom. Na autostradzie między Katowicami a Krakowem tir staranował autokar z żołnierzami. Czterech trafiło do szpitala, obrażenia odniósł też kierowca ciężarówki. Ważna droga została zatarasowana i trzeba było usunąć z niej obydwa pojazdy.

Adwokatowi Gałęziowskich to, co działo się w nocy z 13 na 14 lipca w Sosnowcu jako żywo przypomina słynny, nieudolnie przeprowadzony szturm w Magdalence w 2003 r.

– Do Magdalenki brakowało tu jeszcze antyterrorystów i granatów – mówi Janusz Zaleski, adwokat. – Cała ulica była poruszona. To normalni ludzie, od lat prowadzą biznes, są powszechnie znani i szanowani. Zostali potraktowani jak mafiosi. Zabezpieczenie zapłaty na naprawianym czy holowanym samochodzie jest normalną i legalną praktyką, stosowaną we wszystkich warsztatach. Ale w tym przypadku nawet i tego nie było, gdyż samochodu cały czas pilnował pracownik właściciela pojazdu.

 

Niepotrzebne sądy

Stanowisko policji: „Na policję wpłynęło zgłoszenie przywłaszczenia samochodu ciężarowego scania. Miało dojść do oszustwa polegającego na niekorzystnym rozporządzeniu mieniem. Po konsultacji z dyżurnym prokuratorem policjanci postanowili siłowo wejść na posesję i przekazać pojazd właścicielowi”.

Prokuratura też już „ustaliła”, że postępowanie prokurator Joanny Gajos, z którą policjanci konsultowali swoje działania, było prawidłowe. Dzięki nim i pani prokurator biznesmen zaoszczędził 700 zł. Piechotą nie chodzi, a i kosztów postępowania sądowego nie było. Może więc pójść o krok dalej i całkiem zlikwidować sądy? Przyniesie to wielkie oszczędności, a przy okazji usunie przyczynę masowych protestów.

 MATEUSZ CIEŚLAK  "NIE" nr 32/2017

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: