Materiały nie wyrażają poglądów redakcji. Różnorodność celowa. Oceny i wnioski pozostawiamy Czytelnikom.
 

Migawki archiwum losowo - najnowsze poniżej

Niedobry piesek

Andrzej “Adrianem” po raz kolejny. Tak spektakularnej klęski, jaką była ostatnia wizyta w Waszyngtonie, prezydent Duda chyba wcześniej nie poniósł. Nie dość, że Donald Trump nie raczył go nawet przyjąć w Waszyngtonie, to gest ten – a raczej brak gestu – świadczy wręcz o celowym upokorzeniu polskiego prezydenta. Jak słusznie zauważył red. Paweł Wroński z Gazety Wyborczej, fakt wcześniejszego przyjęcia w Białym Domu przywódców Litwy, Łotwy i Estonii z okazji 100-lecia suwerennej państwowości tych krajów, w określonym świetle stawia ostentacyjne zlekceważenie przyjazdu Dudy.

Polskie stulecie będzie bez wątpienia okazją do tego, by naiwnym Polakom jednoznacznie przypomnieć, jaki rzeczywiście charakter mają ich relacje z Ameryką. A jest to relacja bezwzględnego posłuszeństwa kapryśnemu panu, który z łaszącym się u jego stóp bieda-imperialistycznym pieskiem może zrobić dosłownie cokolwiek, również skopać go dla przykładu.

 

Więcej…
Martyna Wojciechowska: jestem po to, aby przypominać kobietom o ich niesamowitej energii i sile sprawczej

Niemożliwe nie istnieje  twierdzi dziennikarka. Jest przekonana, że każda kobieta ma w sobie determinację i siłę, by żyć na własnych warunkach i spełniać marzenia. Gwiazda TVN kiedyś sama słyszała, że jako kobieta nie jest w stanie osiągnąć pewnych rzeczy, dziś chce wspierać kobiety, które straciły wiarę we własne możliwości.

 

Więcej…
KSIĄDZ W CYWILU. Bilet do proboszczowskiego raju

Kiedy odbierał dekret przyznający mu pierwszą samodzielną parafię, wiedział, że nie był to bilet do proboszczowskiego Edenu. Tę świadomość miał także jego biskup i może dlatego obiecał mu, że to tylko tak na chwilę, najwyżej na krótki czas, aż znajdzie się coś lepszego.

Do miejsca, które miało się stać jego nowym kapłańskim domem, pojechał następnego dnia. Parafialny kościółek stał na  lekkim wzgórzu i nawet pięknie wyglądał, gdy patrzyło się na niego z oddali. Na dodatek był wtedy piękny, słoneczny dzień i wszystko wyglądało ślicznie.

Gdy nowo mianowany proboszcz dotarł na miejsce, zrozumiał, że rzeczywistość już nie była tak sielankowa. Kościół na zewnątrz jeszcze jakoś wyglądał i nie zapowiadał tego, co krył za  olbrzymimi, drewnianymi drzwiami, choć wzbudziło jego niepokój to, że budynek stał wśród chwastów, które zarosły okalające go alejki.

Najgorsza prawda kryła się w środku. To była zwyczajna ruina, z odpadającymi tynkami i śladami farby, której niewiele pozostało na ciemnych ścianach. W prezbiterium, za głównym ołtarzem, znajdowały się trzy neogotyckie okna, w których pewnie kiedyś mieściły się witraże, ale teraz po nich zostały tylko ślady w postaci kolorowych fragmentów, gdy pozostałe ubytki ktoś połatał zwykłymi szybkami.

Jeszcze gorsza niespodzianka czekała nowego proboszcza, gdy zobaczył plebanię, a raczej to, co z niej zostało po pożarze, który zniszczył znaczną część kościelnego domostwa.

Aby obraz przygnębienia był pełny, tego budynku prawie nie było widać, bo wokół porosły go zielone chaszcze sięgające prawie do dachu. Tak było ponad dwadzieścia lat temu, gdy proboszcz obejmował (tymczasowo, jak zapewniał go biskup) parafię.

Teraz kościół na  wzgórzu stoi jak dawniej i jest piękny, nie tylko z oddali. Wchodząc do  środka, trudno nie zachwycić się blaskiem marmurowej posadzki, bielą misternie odnowionego sufitu i kolorami tęczy, gdy promienie słońca wpadają do środka przez witrażowe okna świątyni.

Na zewnątrz nie ma śladu po kiedyś wszędobylskich chwastach, a alejki wokół świątyni zapraszają do spaceru wokół. Nieco poniżej na zboczu mieści się parafialny cmentarz, na którym można podziwiać porządek, jakby dopiero co  skończono wielkie sprzątanie.

Niezwykłości otoczenia kościółka na wzgórzu dopełnia ogród prowadzący w kierunku lśniącej bielą plebanii. Miejscowi mówią, że nawet w Watykanie nie ma tak zadbanej zieleni i są zwyczajnie dumni.

To mała (614 osób) i biedna parafia, w której większość ludzi żyje ze skromnych emerytur, tylko niektórzy mają małe poletka, z których ledwo starcza na życie, ale jak twierdzi ich proboszcz:

„Oni są bogaci miłością”, i zaraz dodaje: „Ja tylko dokładam im swoją miłość do nich i może w tym tkwi tajemnica tego wszystkiego, co widać. Nie mamy w parafii żadnych kredytów, nie dostaliśmy dotacji i nigdy nie wołałem, aby dali na cokolwiek.

Jedynie podsuwałem im pomysły, co moglibyśmy razem zrobić i robiliśmy to. Zresztą to dotyczy nie tylko tego, co cieszy oko, ale także tych spraw, które są najbardziej miłe Panu Bogu, a które nieustannie radują moją kapłańską duszę”.

Biskup w minionych latach wielokrotnie proponował mu „awans” na lepszą parafię, ale zaprzestał, widząc, że on wrósł w swoich parafian i jest szczęśliwy.

* * *

Księża jeszcze w  czasie wikariuszowskiego „stażu” przechodzą teoretyczne szkolenie, jak poruszać się w sprawach związanych z zarządzaniem parafią i na koniec zdają egzamin proboszczowski.

Może warto by  było kandydatów na proboszczów posyłać choćby na kilka tygodni do takich parafii jak ta z kościółkiem na wzgórzu, by tam mogli sobie przypomnieć, na czym polega istota kapłańskiej służby.

Pewnie w każdej diecezji znalazłoby się choć kilku takich księży proboszczów, którzy mogliby się podjąć tego zadania. 

KRYSPIN KRYSTEK  "Angora" nr 7/2018

Zamieszczamy,  w celach informacyjno-edukacyjnych, mniej niż 10% przedruków  zawartości   ANGORY. Do poczytania kilkadziesiąt ciekawych  stron https://www.angora.com.pl  lub wydanie papierowe  w każdy poniedziałek. Cena tylko 5 zł.                                                                                                       

   Tygodnik ANGORA dostępny  również na iPad i iPhone darmowa aplikacja.

 Wpisz w przeglądarkę: https://itunes.apple.com/app/tygodnik-angora/id428646005

Gdyby nie goły tyłek...

Rozmowa z lekkoatletą PAWŁEM FAJDKIEM, dwukrotnym mistrzem świata w rzucie młotem

W Londynie będzie pan bronił tytułu mistrza świata w rzucie młotem.

–  Pozytywnie, nawet z  humorem podchodzę do startu w  lekko atletycznych mistrzostwach świata.

Chcę wejść do koła, oddać dobre rzuty. Marzę, by zapisać się w historii i zostać pierwszym młociarzem, który trzy razy z rzędu został mistrzem. To nawet ważniejsze dla mnie niż sam medal.

Więcej…
Xi Jinping znosi ograniczenia

Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping od kilku lat budował swoją dominującą pozycję w tamtejszym systemie politycznym, zaś zdaniem wielu posiada obecnie największą indywidualną władzę od czasów słynnego Mao Zedonga. Potwierdza to najnowsza propozycja Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, który chce zmienić chińską ustawę zasadniczą tak, aby kadencja głowy państwa mogła być dłuższa niż obecne konstytucyjne dwie kadencje.

Więcej…
A A A

CoalaWeb Social Links

Opublikuj: